Dlaczego warto odwiedzić Bled?
Klimat panujący nad jeziorem ma lecznicze właściwości. Otaczające to miejsce szczyty górskie – Jelovice, Pokljuke, Alpy Julijskie i Karavank – chronią je przed chłodnymi frontami i zapewniają optymalną temperaturę o każdej porze roku. Z kolei gejzery wód termalnych na dnie Bledu sprawiają, że ma on najdłuższy sezon kąpielowy wśród alpejskich jezior.

Każdy kto przyjeżdża w te okolice najpierw zwraca uwagę na wysepkę i znajdujący się na niej kościółek Maryi Wspomożycielki, z dzwonem życzeń z 1543 roku, w który każdy może uderzyć. Z tego powodu przez cały dzień po tafli jeziora niesie się jego ton. Ilość legend, które dotyczą tego miejsca jest niezliczona. Jedna z nich mówi, że na miejscu kościoła stała niegdyś słowiańska świątynia na cześć bogini o imieniu Živa, będącej patronką miłości. Po tym jak chrześcijaństwo zawitało na te ziemie, lud zmuszony został do zmienienia patronki i tak dawna kapliczka otrzymała imię Maryi. Pierwotnie stał tu kościół romański, przebudowano go później w stylu gotyckim – tę świątynię zniszczyło trzęsienie ziemi na początku XVI wieku. Wiele lat później powstał obecny, barokowy kościół.

W Bledzie jest też zamek! Według zapisów jest on najstarszym zamkiem w Słowenii. Stoi na wspaniałej wielkiej skale, wznoszącej się 130 m nad poziom jeziora. Historia tego miejsca sięga 1004 roku kiedy to niemiecki cesarz Henryk II podarował posiadłość w Bledzie biskupowi Albuinowi. Wtedy na terenie dzisiejszego zamku znajdowała się prawdopodobnie jedynie wieża otoczona była murem obronnym. Zamek rozbudowywano stopniowo od późnego średniowiecza, aż do baroku kiedy to dobudowano do niego pomieszczenia gospodarcze. I tak ostatecznie, jest on położony na dwóch tarasach, które łączą schody; na niższym tarasie były obiekty gospodarcze, na wyższym mieszkalne. Obecnie na jego terenie znajduje się muzeum, w którym można poznać historię tych ziem, a także zwiedzić zamkową drukarnię, piwnicę oraz ziołowy zagajnik.

Jeżeli będziecie mieli szczęście to podczas Waszego pobytu w Bledzie, nocą rozpęta się ogromna burza… Od kiedy to ulewy w czasie wyjazdów są pożądane? Otóż, tym razem deszcz i wichura to jedyna szansa na sprawdzenie, czy tutejsze legendy są prawdziwe. Jedna z nich mówi, że ok. 1500 roku gospodarzem na zamku był zły i wymagający Hartman Kreigh. Pewnego dnia zniknął on bez śladu, a wieść gminna mówi, że albo został on porwany albo, ludność dokonała na nim samosądu. Została po nim wdowa – Poliksena, która rządziła równie twardą ręką jak mąż. Opłakując jego brak postanowiła zebrać całe złoto i srebro, które chowała w skarbcu i jako pamiątkę po Hartmanie kazała odlać dzwon do kaplicy na wysepce. Kiedy dzwon był wieziony łódką do kościoła rozpętała się straszliwa burza i łódka wraz z dzwonem, i znajdującymi się na niej ludźmi, utonęła. Dzwon podobno ugrzązł na miękkim dnie jeziora i po dziś dzień można go usłyszeć jeśli nocą szaleje burza. Dodam, że zrozpaczona wdowa opuściła zamek i uciekła do klasztoru.

Co jeszcze warto zobaczyć będąc w tej okolicy?
Konieczna jest wizyta w Wąwozie Vintgar. Idzie się przez niego przyjemną dróżką wiodącą przez mosty i tzw. Žumrowe galerie. Droga kończy się przy wspaniałym wodospadzie – Šum. Wybierając się do wąwozu warto zlokalizować kościół św. Katarzyny, z okolicy którego rozciągają się przepiękne widoki na Bled.
Można też wybrać się na halę Pokljuki. Od czerwca do września wypasane jest tu bydło, w tym czasie od pasterzy można kupić świeże mleko i sery. I choć w czasie majówki pasterzy tu nie ma, to zawsze można nie kończyć wycieczki na hali i odbyć spacer po łańcuchu górskim, którym ona się kończy – ciągnie się on od Debele peči (2015 m) przez Lipanski vrh (1983 m), Mali i Veliki Draški vrh (2243 m) do Tosca (2275 m). Widoki zapierają dech w piersi.

Na tych, którzy fanami spacerów nie są, czekają izvoščki lub „fijakerji”, czyli po prostu bryczki, którymi można wybrać się na wycieczkę wokół jeziora oraz na zamek.
Można też wybrać się na małą wycieczkę łódką – zwaną „Pletna” – po jeziorze. To najlepszy środek transportu dla tych, którzy chcą odwiedzić wysepkę.
I na koniec coś, czego koniecznie należy spróbować będąc w tych okolicach – kremówki! Przez ostatnie 40 lat sprzedano tu ponad 7 milionów kremówek… Pytanie czy nasze, polskie wadowickie też są aż tak popularne?