Mani ma w sobie coś demonicznego. To właśnie tu starożytni Grecy lokowali wejście do Hadesu. W średniowieczu opowiadano, że grasują tu diabły. Duża część krajobrazu Półwyspu Mani to dość surowe i ponure pustkowia, więc może stąd te skojarzenia i legendy.

Urodzeni ”strzelcy” w domach – wieżach
Ta „wypustka” Peloponezu to, właściwie wrąb potężnego górskiego masywu Tajget w morze. Góry nie są wyższe od Tatr, lecz z powodu bliskości linii brzegowej i, co za tym idzie, radykalnej różnicy poziomów na niewielkim obszarze, robią wrażenie ogromnych. W pejzażu Mani dominują bure skały i jałowe stoki, gdzie nawet wszystkożerne greckie kozy beczą z żałości nad ubożyzną tych „pastwisk”.
Jaka ziemia, tacy ludzie. Łagodni i pogodnie uśmiechnięci to mogą być mieszkańcy żyznej Arkadii, niziny położonej nie tak daleko, w środku Peloponezu. Ludzie Mani z wesołego i pokojowego usposobienia nie słyną. Zapiski historyczne pełne są opowieści o bezwzględnych, nie kończących się przez pokolenia wojnach rodowych. Mentalność tutejszych najlepiej może zilustrować fakt, że, gdy rodziło się tu dziecko płci męskiej, od razu nazywano go „strzelcem”.

Z drugiej strony ci dumni górale, nigdy nie podbici tak do końca przez żadnego najeźdźcę, fascynowali przybyszów z zewnątrz. Turcy np. nigdy nie czuli się tu u siebie. A gdy nadszedł czas walki Grecji o niepodległość, Manijczycy powstali pierwsi. Zasłynęli podczas walk niezwykłą odwagą i bitnością. Problem w tym, że gdy w końcu Grecja wywalczyła wolność, na Mani nie złożono broni. Gdy władze Grecji uwięziły przywódców buntu, na Mani uznano to za powód do wszczęcia wendety, w której zabity został prezydent kraju. I tak to właśnie było zawsze z mieszkańcami tych stron. Nielekko.
Z czasem jednak ziemia zaczęła się wyludniać. Nic dziwnego, skoro w innych miejscach żyje się znacznie łatwiej i dostatniej niż na niegościnnym półwyspie. Swoje domostwa Manijczycy budowali przez wieki w kształcie wież. Jedni twierdzą, że to wskutek naśladownictwa zamków rycerskich. Inne wyjaśnienie odwołuje się do sposobu prowadzenia walk klanowych. Napastnicy dążyli bowiem do zniszczenia dachu, wykonanego najczęściej z drogiego marmuru. Aby utrudnić atak z góry, domy budowano jako wysokie wieże.
Wiele z tych mieszkalnych wież zachowało się do dzisiaj. Niektóre są nawet wciąż zamieszkiwane. Stanowią jedną z największych atrakcji turystycznych.

Miasto Aresa, jaskinie i przylądek
Stolicą regionu jest miasteczko Areopolis, położone w punkcie styku północnego tzw. Mani zewnętrznego i południowego Mani wewnętrznego. Jego nazwa „miasto Aresa” dowodzi, że w tej krainie niełatwo uciec od militarno-wojowniczych podtekstów. Miasteczko nie oferuje wielu turystycznych atrakcji oprócz katedry i pewnej liczby wież mieszkalnych. Ma za to sporą bazę noclegów i wiele restauracji. Stanowi więc niezłą bazę wypadową na południe półwyspu.
Jadąc z Areopolis, południe, do przylądka Matapan już kilka kilometrów za miastem trafiamy do Pirgos Dirou ze wspaniałym systemem jaskiń. Część z nich zwiedza się techniką slalomu łódką pomiędzy barwnymi stalaktytami i stalagmitami. Suche komnaty jaskiń były przed tysiącami lat zamieszkane. W muzeum można obejrzeć to, co jaskiniowcy po sobie tam zostawili. Po wynurzeniu z jaskiń, ruszamy dalej na południe. Około dwadzieścia kilometrów drogi wzdłuż wybrzeża i jesteśmy w Mezapos. Tutaj na skale zwaną „patelnią” widzimy średniowieczny, wzniesiony przez barona Wilhelma de Villehardouin, zamek Maina.

Na południu Mani zabytkowych wież mieszkalnych widać coraz więcej. Często mieszczą się w nich kwatery dla turystów, nawet całe pensjonaty. W zbudowanym głównie z takich wież miasteczku Vathia rdzenni mieszkańcy już nie mieszkają. Ktoś, kto chce dotrzeć do samego krańca półwyspu, nie powinien liczyć na drogę dobrej jakości. Na przylądku Matapan znajduje się latarnia morska. I to wszystko. Jeśli zachodnie wybrzeże Mani wydawało się jałowe, to co powiedzieć o wypalonym słońcem wschodzie Mani. Głównymi atrakcjami tej okolicy są spokój, brak ludzi i piękne widoki.
Zapraszamy do tego niezwykłego miejsca serdecznie!